środa, 15 stycznia 2014

Szyldy - te coraz rzadziej spotykane

Coraz częściej można zobaczyć zamknięte na głucho witryny zakładów usługowych, które z sentymentu chciałoby się ożywić. Coraz więcej jest zakładów, które utrzymują się bardziej z zamiłowania właścicieli do wykonywanego zawodu niż zapotrzebowania klientów. Czasem zauważamy szyldy wyjątkowe i niepowtarzalne. Lubię wszystkie. Jestem sentymentalna:)


ulica Wileńska:


ulica Częstochowska:




ulica Mokotowska:


ulica Ludwiki:


ulica Hoża:

7 komentarzy:

  1. O, ten z Mokotowskiej to ja bardzo teges! Ten z Hożej też niczego sobie. W początkach Grójeckiej jest też fajne 'parasolnictwo'. A onegdaj, będąc w ex-stolicy nacykałem się starych szyldów - część wyglądała nawet, jakby przetrwała wojnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda tych retro szyldów. Mam nadzieję, że chociaż moda na ładne liternictwo wróci, skoro z wykonawstwem nie da rady...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyczepiłbym się do Grzejnictwa, bo choć dobre chęci były, wiedzy zabrakło.
      no, ale teraz wszystko z komputera...

      btw, przypomniała mi się rozkosz, z jaką kontemplowałem kiedyś dłuższą chwilę ręczny napis "kisiel" w akwarium śp.baru Karaluch. piękny był i bezbłędnie wykonany.

      Usuń
  3. Fajny wpis. Na zdrowy rozum naprawa maszyn do szycia ma jeszcze rynek, przecież dużo osób szyje jeszcze na maszynach, albo przynajmniej coś poprawia. Grzejnictwo też istnieje, choć nie wiem, czym konkretnie się zajmował ten zakład na Mokotowskiej, którego szyld też pamiętam - 1600 stopni to nie jest temperatura normalnego grzejnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie dziwne, że fajny, bo jest parką do Twojego ostatniego, tylko jest ogólnostołeczny.

      Usuń
  4. Też mam sentyment do starych zakładów usługowych i umieszczonymi w oknach szyldami wywołującymi uśmiech na twarzy.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...